Henry Nowak zginął, bo policja uwierzyła napastnikowi. Ta sprawa zmienia sposób, w jaki patrzymy na prawo do obrony

WUJASZEK
WUJASZEK Autor wpisu
5 czerwca 2026
3 min czytania
Henry Nowak zginął, bo policja uwierzyła napastnikowi. Ta sprawa zmienia sposób, w jaki patrzymy na prawo do obrony

Henry Nowak miał 18 lat. Był na pierwszym roku studiów w Southampton. 3 grudnia 2025 roku wracał do domu i wdał się w konfrontację z 23-letnim Vickrumem Digwą — albo raczej: Digwa wdał się w konfrontację z nim. Pięć pchnięć nożem. Nowak leżał na ziemi, krwawił, miał problemy z oddychaniem.

Policja przyjechała szybko. I tu zaczyna się część, którą trudno opisać bez gniewu.

Zamiast udzielić pomocy rannemu chłopakowi, funkcjonariusze uwierzyli napastnikowi. Digwa powiedział, że Nowak go znieważył na tle rasowym. Policja zakuła Nowaka w kajdanki. Chwilę później chłopak zmarł.

Na nagraniu z kamery nasobnej widać, jak Nowak mówi policjantom, że został pchnięty nożem. Że nie może oddychać. Reakcja? Żadna.

Co teraz?

Komendant policji Hampshire Alexis Boon potwierdził, że sprawą zajmie się IOPC — Niezależny Urząd ds. Postępowania Policji. Ma ustalić, czy policjanci kierowali się uprzedzeniami rasowymi. Nagranie Boon nazwał "niepokojącym" i "bardzo trudnym do oglądania". Funkcjonariusze nie zostali zawieszeni, ale odsunięci od pracy na pierwszej linii. Jeden z nich zdążył już odejść ze służby — choć, jak zaznaczono, nie w związku z tą sprawą.

Digwa stanął przed sądem. Udowodniono mu, że jego oskarżenia wobec Nowaka były kłamstwem od początku do końca. Wyrok: dożywocie, możliwość ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po 21 latach. Prokuratura uznała to za zbyt łagodne i rozważa apelację.

To nie jest tylko angielska sprawa

Dla kogoś, kto interesuje się bronią, strzelectwem i prawem do obrony własnej — ta historia ma dodatkowy wymiar.

W Polsce często dyskutujemy o tym, co się stanie po użyciu siły w obronie własnej. Jak zachowa się policja? Czy uwierzy ofierze? Sprawa Nowaka pokazuje konkretnie, co może pójść nie tak, gdy pierwsze informacje na miejscu zdarzenia podaje nie ofiara, ale sprawca — i gdy służby działają na autopilot zamiast zebrać fakty.

To nie jest argument przeciwko policji jako takiej. To argument za tym, żeby znać swoje prawa, wiedzieć, jak się zachować po zdarzeniu i rozumieć, że samo bycie ofiarą nie chroni automatycznie przed błędami systemu.

W Southampton 18-latek przekonał się o tym w najgorszy możliwy sposób.

Co poszło nie tak i dlaczego warto o tym mówić

Śmierć Nowaka wywołała zamieszki. 11 policjantów rannych, dwie osoby zatrzymane. W parlamencie politycy kłócą się, kto kogo "kozłem ofiarnym" robi. Farage mówi o podwójnych standardach, posłowie Partii Pracy odpowiadają. Standardowy polityczny spektakl.

Ale pod tym wszystkim jest coś prostego i trudnego jednocześnie: chłopak zginął, bo policja nie wykonała swojej pracy. I nikt na miejscu zdarzenia nie zatrzymał się, żeby zapytać: czekaj, kto tu właściwie potrzebuje pomocy?

Dochodzenie IOPC ma dać odpowiedź, czy to był rasizm, błąd proceduralny, czy zwykła ludzka głupota pod presją. Wynik pewnie pojawi się za kilka miesięcy.

Nowak nie doczeka.

Napastnik:

* Czas czytania obliczony na podstawie średniego tempa lektury (200 słów/min).